Dziedzictwo. Hereditary (2018): Seria okropnych zdarzeń

Dziedzictwo. Hereditary (2018): Seria okropnych zdarzeń


Pełnometrażowy debiut filmowy Ari Aster'a był dla mnie jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów tego roku. Trailery jeszcze bardziej zaostrzały mój apetyt na "najlepszy horror tego roku". Jednak czy "Dziedzictwo. Hereditary" okazało się tym na co tak czekałam?

Umiera nestorka rodu. Śmierć babci, która była osobą dość despotyczną i interesującą się spirytyzmem, nie powoduje jednak olbrzymiej rozpaczy wśród członków rodziny Graham'ów. Wręcz odwrotnie. Jej córka Annie (Toni Collette) oddycha z ulgą licząc, że teraz będzie mogła skupić się na życiu swoim i swojej rodziny, a nie odczuwać ciężar zwiazany z przeżyciami z przeszłości. Niestety, jak się okazauje rodzina Grahamów ma nad sobą jakieś fatum, które ani na chwilę nie daje o soboie zapomnieć, a spirala grozy i szaleństwa zaczyna się rozpędzać...

Jeśli ktoś czekał na czystej krwi horror to idąc do kina na Dziedzictwo. Hereditary może się dość mocno rozczarować. Ari Aster stworzył coś, co nie tylko trudno zaklasyfikować, ale także ocenić. Z jednej strony mamy historię pełną grozy i różnych znanych z horrorów straszaków. Z drugiej, po obdarciu filmu z powyższych elementów otrzymujemy obraz, który jest raczej dramatem psychologicznym gdzie w centrum jest rodzina. Ilość tajemnic, niedopowiedzeń wśród Grahamów jest olbrzymia, a każda scena pozwala nam dowiedzieć się co znajduję się pod pozorną "normalnością".


Oglądają Dziecdzictwo. Hereditary nie mamy nawet chwili wytchnienia. Reżyser skrupulatnie tworzy atmosfere napięcia i niepokoju. Kiedy myślimy, że już wiemy co wydarzy się w kolejnej scenie, Aster wprowadza element, który sprawia, że historia zaczyna zmierzać w kompletnie innym kierunku. To uczucie niepewności, strachu idealnie podkreślają zdjęcia Pawła Pogorzelskiego. Operator korzysta tu ze wszystkich możliwych "sztuczek". Mamy zatem posępną kolorystykę, kiedy trzeba szerokie kadry, kiedy trzeba zbliżenia twarzy i różnych szczegółów, ujęcia z góry, z dołu i pod różnymi kątami. Dopełnieniem tego wszystkiego jest muzyka, albo raczej dźwięki pojawiające się tu i ówdzie, wzmacniające jeszcze uczucie grozy.


W filmie Aster'a wszystko do siebie pasuje, każda scena jest skrupulatnie przemyślana i zainscenizowana, ale nie da się ukryć, że jesli chodzi o aktorstwo to prym wiedzie tu Toni Collette. Jej Annie,  to artystką zajmującą się tworzeniem miniaturek domów wzorowanych na przeżyciach swoich i swojej rodziny. Aktorka z pełnym zaangażowaniem prezentuje nam na ekranie cały wachlarz emocji bohaterki i robi to w sposób znakomity. To zdecydowanie gra na najwyższym poziomie. Niestety, jako, że wszelkie Akadamie nie lubią horrorów, nominacji do Oskara za tę rolę raczej nie będzie, a szkoda. Żałuje trochę, że tak mało było w filmie Gabriela Byrne, bo dawno nie widziałam go nigdzie na pierwszym planie. Jako niezwykle opanowany i wspierający swoja żonę Steve wypadł bardzo dobrze. Oklaski należą się również dla młodego pokolenia, a przede wszystkim debiutującej na ekranie Millie Shapiro w roli ulubienicy babci Graham czyli Charlie. W scenach, w których jej bohaterka nie wydaje nawet dźwięku, a które mają budzić niepokój, wypada wręcz doskonale.


Minusy filmu? Cóż, jak dla mnie ostatni akt czyli mówiac krótko zakończenie. Nie do końca wiem jaki był zamysł reżysera, ale sposób w jaki skończyła się historia rodziny Graham'ów mnie osobiście nie satysfakcjonuje. Nie chodzi oto, że mi się nie podobało, raczej rozwiązanie niespecjalnie miało dla mnie związek z całym obrazem i było zbyt "szybkie".

Co można powiedzieć o Dziedzictwo. Hereditary? Film Ari Aster'a włącza się w nową falę horrorów, które ostatnimi czasy zaczęły trafiać na nasze ekrany ("Ciche miejsce", "A Ghost Story", "The Witch" itd.). Są to filmy, które nie straszą hektolitrami krwi czy podnoszącymi się z grobów zwłokami. Opowiadają one często o zwykłych, ludzkich przeżyciach jak żałoba po stracie kogoś bliskiego, wywlekając na wierzch często niewypowiedziane lęki, które straszą bardziej niż niejeden zombie. Możliwe, że moje oczekiwania wobec filmu nie do końca zostały spełnione, ale na pewno historia rodziny Grahamów jest warta uwagi.




Tytuł: Dziedzictwo. Hereditary (Hereditary)

Reżyseria: Ari Aster

Scenariusz: Ari Aster

Zdjęcia: Paweł Pogorzelski

Muzyka: Colin Stetson

Obsada: Toni Collette, Gabriel Byrne, Millie Shapiro, Alex Wolff, Ann Dowd

Premiera: 22.06.2018 (Polska)




Źródło zdjęć: imdb.com
Alienista (2018): "Mindhunter" w XIX wieku?

Alienista (2018): "Mindhunter" w XIX wieku?


Jak już kiedyś pisałam uwielbiam wszystkie produkcje związane z kryminalistyką - filmy i seriale (książki również). Jeśli tematem jest seryjny morderca to z pewnością prędzej czy później sięgnę po daną pozycję. Zatem gdy dowiedziałam sie o powstaniu "Alienisty" byłam ukontentowana, ale czy mój poczatkowy zachwyt nie osłabł w trakcie oglądania kolejnych odcinków?

Jest rok 1896, w Nowym Jorku dochodzi do okrutnego zabójstwa  prostytuującego się chłopca. Sprawą zaczyna interesować sie John Moore (Luke Evans), ilustrator jednej z nowojorskich gazet, który zwraca się do swojego znajomego dr. LaszloKreizler'a (Daniel Brühl) znanego alienisty (obecnie psychiatry, psychologa) z prośbą o zajęcie się tajemniczym morderstwem. Czy niekonwencjonalne, jak na XIX wiek, metody dr. Kreizler'a pozwolą rozwiązać zagadke zbrodni?


Alienista to ekranizacja bestselerowej powieści Caleb'a Carr'a pod tym samym tytułem. Nie będę się tu jednak silić na porównania, bo książki nie czytałam. Skupię się na samej produkcji, a jest na czym, chociażby dlatego, że serial charakteryzuje się  bardzo starannym odwzorowaniu realiów tamtej epoki (twórcy "Belle Epoque" mogli by się co nieco nauczyć). Alienista zwraca na siebie uwagę dzięki dopracowanym tłom akcji i doskonałym kostiumom. Każda sceneria jest idealnie przygotowana niezależnie od tego czy są to obrzydliwe slumsy czy bogate wnetrza domów - wszystkoe się tu zgadza i jest bardzo mocny punkt serialu.


No dobrze, ale przejdźmy do rzeczy, bo przecież nie o scenografii będę pisać. Mimo całego mojego uwielbienia dla historii kryminalnych i temu podobnych, staram sie nie być bezkrytyczna, bo o ile strona wizualna Alienisty jest bezzaprzeczalnie świetna, o tyle z częścią fabularną jest troszkę gorzej. Chociaż za scenariusz odpowiada m.in. twórca "Detektywa" i teoretycznie powinno być niemal idealnie, to w tym wypadku miałam wrażenie, że czegoś tu brakuje.

Jak to w każdej kolejnej historii o morderstwach, odważnych policjanatch i nowatorskich metodach także u Alienisty nie obyło się bez banału. Cóż, wszystko już widzieliśmy (chociażby w moim ulubionym "Mindunter") - rozmowy ze zloczyńcami, próby zrozumienia ich postępowania itd. Tak, produkcja jest mocno przewidywalna, ale żeby nie było tak negatywnie to pomimo pewnej dozy powtarzalności dobrze się ją ogląda. Duża zasługa w tym obsady aktorskiej. Daniel Brühl idelnie pasuje do nieco "dziwacznego" i neurotycznego psychologa "z przeszłością". Luke Evans w roli John'a Moore'a oraz Dakota Fanning, grająca pierwszą kobietę pracującą w nowojorskiej policji, również wypadli dobrze.


Wracając jednak do samej fabuły i jej minusów to momentami zbyt nużące monologi odbierały trochę czaru całej historii. Brakowało mi również lepszego przedstawienia przeszłości głównych postaci. Oczywiście, tajemniczość jest fajna, jednak aby w pełni poznać motywy kierujące bohaterami, jak i sposób ich myślenia trzeba poznać ich historię. Poprzez rozmowy i kilka retrospekcji mamy możliwość zgłębienia tej przeszłości, jednak dr Kreizler do końca pozostał dla mnie zagadką i nie wszystko było dla mnie jasne (może sezon 2? 😉).

Reasumując - sama historia jest sprawnie opowiedziana, wizualnie i aktorsko również jest nieźle. Niestety ten obrazek psują, jak dla mnie zbytnio przegadane sceny "o niczym" i brak "zaplecza" bohaterów, ale cóż, ideałów nie ma, prawda? Alienista to zatem całkiem udana produkcja i na pewno nie żałuje godzin spędzonych przed ekranem.



Tytuł: Alienista (The Alienist)

Reżyseria: Jakob Verbruggen, Paco Cabezas, James Hawes, Jamie Payne, David Petrarca

Scenariusz: Hossein Amini, Caleb Carr, E. Max Frye, Cary Joji Fukunaga, Gina Gionfriddo, Chase Palmer, John Sayles

Zdjęcia: P.J. Dillon, Chris Seager, Gavin Struthers, Larry Smith

Muzyka: Rupert Gregson-Williams

Obsada: Daniel Brühl, Luke Evans, Dakota Fanning

Premiera: 22.01.2018 (TNT), 18.04.2018 (Netflix)



Zdjęcia: imdb.com

Premiery kinowe - Lipiec 2018

Premiery kinowe - Lipiec 2018

Tak, wiem, okropnie dawno nic nie pisałam... Zmiana o 180 stopni w życiu prywatnym to jednak niełatwa sprawa i na bloga też miała wpływ. Skończmy jednak z prywatą i wróćmy do tematu czyli premier lipcowych. Sprawdźmy co w kinach!

Gniew oceanu


Tami (Shailene Woodley) i Richard (Sam Claflin) wyruszają w rejs przez Pacyfik do Kaliforni. Przed nimi wiele tysięcy kilometrów i coś, o czym nie wiedzą czyli jeden z największych huraganów w historii. Jak zakończy się walka o przetrwanie? Warta uwagi informacja - film 41 dni nadziei powstał w oparciu o prawdziwe wydarzenia spisane przez główną bohaterkę czyli Tami Ashcraft.



Tytuł: 41 dni nadziei (Adrift)

Reżyseria: Baltasar Kormákur

Scenariusz: Aaron Kandell, Jordan Kandell, David Branson Smith

Zdjęcia: Robert Richardson

Muzyka: Volker Bertelmann

Obsada: Shailene Woodley, Sam Claflin, Grace Palmer,

Premiera: 6.07.2018 (Polska)





Ganiany


Jako, że lato to czas na coś lekkiego... Berek opowiada o grupie przyjaciół z czasów szkolnych którzy organizują grę w berka rozgrywającą się na terenie całego kraju 😁. Na ekranie zobaczymy m.in. Ed'a Helms'a (seria "Kac Vegas"), Jeremy'ego Renner'a (już wiemy gdzie był Hawkeye jak go nie było 😁) i Islę Fisher. Myślicie, że będzie zabawnie?



Tytuł: Berek (Tag)

Reżyseria: Jeff Tomsic

Scenariusz: Rob McKittrick, Mark Steilen 

Zdjęcia: Larry Blanford

Muzyka: Germaine Franco

Obsada: Ed Helmes, Jeremy Renner, Isla Fisher

Premiera: 6.07.2018 (Polska)





Whitney


W lipcu na ekranach zobaczymy kilka dokumentów, a wśród nich jest historia życia jednego z największych głosów naszych czasów czyli Whitney Houston. Film w reżyserii Kevin'a McDonald'a to opowieść o gwieździe muzyki, ale też o kobiecie walczącej z uzaleźnieniami i demonami w życiu prywatnym. Warte zobaczenia!




Tytuł: Whitney

Reżyseria: Kevin Macdonald

Zdjęcia: Nelson Hume

Muzyka: Adam Wiltzie

Premiera: 6.07.2018 (Polska)






Jak to w rodzinie


Wiadomo, latem niespecjalnie wiele się dzieje w kinie, ale raz na jakiś czas wyskakuje coś miłego i sympatycznego, w sam raz na lato. W lipcu na ekrany trafi druga część animowanego filmu "Iniemamocni". Co słychać u rodziny Parr? W zasadzie to samo co u innych czyli zwykłe, nudne życie, buntujące się dzieci i walka z przestępcami 😉... Mama Helen vel Elastyna postanawia zacząć się realizować i wstępuję do ligi antyprzestępczej, a Bob zmaga się z problemami wychowawczymi... Takie tam zwykłe zycie superbohaterów 😉.




Tytuł: Iniemamocni 2 (The Incredibles 2)

Reżyseria: Bard Bird

Scenariusz: Brad Bird

Zdjęcia: Mahyar Abousaeedi, Erik Smitt

Muzyka: Michael Giacchino

Premiera: 13.07.2018 (Polska)





Ta noc


Florence (Saoirse Ronan) i Edward (Billy Howle) to para nowożeńców pochodząca z zupełnie różnych światów. Ona jest córką biznesmena i utalentowaną skrzypaczką, on studentem historii, który łatwo wpada w gniew. Ich wspólna przyszłośc zależy od jednej nocy spędzonej w małym hotelu na południowym wybrzeżu Anglii... Film powstal w oparciu o powieść autora scenariusza Ian'a McEwan'a.




Tytuł: Na plaży w Chesil (On Chesil Beach)

Reżyseria: Dominic Cooke

Scenariusz: Ian McEwan

Zdjęcia: Sean Bobbitt

Muzyka: Dan Jones

Obsada: Saoirse Ronan, Billy Howle, Anne-Marie Duff

Premiera: 13.07.2018 (Polska)





Ale meksyk


Zawsze się boję drugich części, a zwłaszcza gdy zmienia się reżyser (chociaż scenarzysta jest ten sam). Pierwsza część "Sicario" w reżyserii Daniel'a Villeneuve byłą strzałem w dziesiątke, co zatem z jej konrtynuacją? Matt (Josh Brolin) i Alejandro (Benicio del Toro) powracają na pogranicze amerykańsko-meksykańskie aby dopaść Carlos'a Reyes'a, narkotykowego bossa, który zajmuje się również dostarczaniem broni dla terrorystów. Misja, która z poczatku miała być łatwa i szybka doprowadza Alejandro do przeszłości, o której chciał zapomnieć.



Tytuł: Sicario 2: Soldado (Sicario: Day of the Soldado)

Reżyseria: Stefano Sollima

Scenariusz: Taylor Sherridan

Zdjęcia: Dariusz Wolski

Muzyka: Hildur Guðnadóttir

Obsada: Benicio del Torro, Josh Brolin, Isabela Moner

Premiera: 20.07.2018 (Polska)





Powrót Abby


Mamma Mia: Here we go again to jednocześnie sequel i prequel... Ale jak to? A tak to, że 10 lat po wydarzeniach z pierwszej części Sophie (Amanda Seyfried), oczekująca dziecka ze Sky (Dominic Cooper) zagłębia się w przeszłość swojej matki Donny (Meryl Streep). Dziewczyna pozna nie tylko historię powstania The Dynamos, ale również dowie się jak jej matka trafiła na wyspę i w jakich okolicznościach poznała każdego ztrzech  ojców Sophie. A żeby tego było mało w pensjonacie na  Kalokairi pojawia się babcia Sophi i matka Donny, Ruby (Cher). Cóż, ja osobiście nie przepadam za piosenkami Abby, ale film na pewno obejrze :).



Tytuł: Mamma Mia: Here we go again

Reżyseria: Ol Parker

Scenariusz: Ol Parker

Zdjęcia: Robert D. Yeoman

Muzyka: Anne Dudley

Obsada: Lily James, Amanda Seyfried, Meryl Streep. Pierce Brosnan

Premiera: 27.07.2018 (Polska)




W zamknięciu


Niepoczytalna to nie pierwszy film kręcony smartfonem, ale pierwsza tego typu produkcja Steven'a Soderbergh'a, więc od razu zyskał moje zainteresowanie. Młoda kobieta, grana przez Claire Foy, chcąc uciec przed traumatycznymi przeżyciami z przeszłości wyjeżdza ze swojego rodzinnego miasteczka. Pewnego dnia, wbrew swojej woli, zostaje zamknięta w szpitalu psychiatrycznym gdzie będzie musiała stawić czoło swojemu największemu lękowi. Sama nie wie czy to co ją spotyka dzieje się naprawdę czy jest jedynie wytworem jej wyobraźni. Nikt nie chce jej pomóc, więc jest zmuszona wziąć sprawy w swoje ręce niezaleznie od konsekwencji.



Tytuł: Niepoczytalna (Unsane)

Reżyseria: Steven Soderbergh

Scenariusz: Jonathan Bernstein, James Greer

Zdjęcia: Steven Soderbergh

Muzyka: Thomas Newman

Obsada: Claire Foy, Joshua Leonard, Juno Temple

Premiera: 27.07.2018 (Polska)










Premiery kinowe - Maj 2018

Premiery kinowe - Maj 2018


Za chwilę baaaaaaardzo długa "majówka" (wystarczy wziąć 3 dni urlopu i ma się aż 9 dni laby). W wolnym czasie (pomiędzy jednym grillem a drugim 😉) zapraszam do zapoznania się co do zaoferowania ma 5 miesiąc tego roku. 

Zmutowane zwierzątka atakują


No dobra, Rampage: Dzika furia to zupełnie nie moja bajka zwłaszcza, że fanką The Rock'a nie jestem, ale filmy z jego udziałem się sprzedają i są z chęcią oglądane, więc tego najnowszego nie mogło zabraknąć w majowym zestawieniu. Davis Okoye (Dwayne Johnson) opiekuję się George'm - niezwykle inteligentnym gorylem. Niestety na skutek pewnego eksperymentu spokojny zazwyczaj zwierz zmienia się we wściekłą, olbrzymią bestię. Jak się okazuje George nie jest jedynym zwierzęciem, które uległo przemianie. Stwory niszczą wszystko co spotkają na swojej drodze, a Davis wraz z genetyczką Dr Cadwell (Naomi Harsiss) stara się nie tylko znaleźć antidotum na tajemniczą substancję, ale również uratować swojego przyjaciela.


Tytuł: Rampage: Dzika furia (Rampage)

Reżyseria: Brad Peyton

Scenariusz: Ryan Engle, Ryan Condal, Carlton Cuse, Adam Sztykiel

Zdjęcia: Jaron Presant

Muzyka: Andre Lockington

Obsada: Dwayne Johnson, Naomie Harris, Malin Akerman, Jeffrey Dean Morgan

Premiera: 11.05.2018 (Polska)




Powrót Romana


Roman Polański powraca po 5 latach przerwy z nowym filmem Prawdziwa historia. Delphine (Emmanuelle Seigner) to paryska pisarka, która od jakiegoś czasu cierpi na brak wiedzy. Kiedy podczas podpisywania książek poznaje Elle (Eva Green) jej życie ulega zmianie. Między kobietami powstaje relacja, która powoli przemienia się w obsesję, a wszystko co do tej pory w życiu Delphine uchodziło za pewnik, zmienia swoje znaczenie.



Tytuł: Prawdziwa historia (D'après une histoire vraie)

Reżyseria: Roman Polański

Scenariusz: Olivier Assayas, Roman Polański

Zdjęcia: Paweł Edelman

Muzyka: Alexandre Desplat

Obsada: Emmanuelle Seigner, Eve Green, Vincent Perez, 

Premiera: 11.05.2018 (Polska)





Walka o prawdę


120 uderzeń serca to zdobywca 6 Cezarów oraz m.in Grand Prix Festiwalu w Cannes. Film Robin'a Campillo przenosi nas w lata 90 gdy AIDS dziesiątkowało Francję na co, w zmowie milczenia, przyzwalały firmy farmaceutyczne i rząd. Tę "ciszę" starają się przerwać aktywiści paryskiego ACT UP poprzez organizowanie happeningów i marszy.



Tytuł: 120 uderzeń serca (120 battements par minute)

Reżyseria: Robin Campillo

Scenariusz: Robin Campillo

Zdjęcia: Jeanne Lapoirie

Muzyka: Arnaud Rebotini

Obsada: Nahuel Pérez Biscayart, Arnaud Valois, Adèle Haenel

Premiera: 11.05.2018 (Polska)





Matka i wariatka


Tully opowiada historię 30-letniej Marlo (Charlize Theron), matce opiekującej się trójką dzieci. Wszystko byłoby dobrze, ale z czasem Marlo "wyczerpują się baterię" i w związku z tym desperacko potrzebuje jakiegoś wsparcia. Pewnego dnia, przed drzwiami kobiety, pojawia się młoda Tully (Mackenzie Davis), która  ma pomóc matce w opiece nad dziećmi, a może i nad nią samą... Bardzo mocno czekam na ten film, bo uwielbiam Charlize, a dodatkowo odpowiedzialną za scenariusz jest Diablo Cody czyli autorka "Juno".



Tytuł: Tully

Reżyseria: Jason Reitman

Scenariusz: Diablo Cody

Zdjęcia: Eric Steelberg

Muzyka: Rob Simonsen

Obsada: Charlize Theron, Mackenzie Davis, Mark Duplass, Ron Livingston

Premiera: 6.04.2018 (Polska)




O Katyniu po angielsku


Ten film pojawia się w zestawieniu nie dlatego, że być może jest wybitnie dobry. Pojawia się tu, bo zaskoczyło mnie to, że w ogóle taki obraz powstał, a do tego jest wynikiem współpracy Polski i Wielkiej Brytanii. Katyń - Ostatni świadek to koprodukcja brytyjsko-polska w reżyserii Piotra Szkopiaka, który do tej pory zajmował się głównie reżyseria brytyjskich seriali ("EastEnders", "Coronation Street"). Scenariusz filmu opowiada o młodym dziennikarzu Stephen'ie Underwood ( Alex Pettyfer), który w poszukiwaniu tematu trafia na sprawę samobójstwa polskiego żołnierza w lokalnym obozie dla uchodźców. Stephen powoli odkrywa co naprawdę wydarzyło się w Katyniu, a wiedza ta zmieni historię świata.



Tytuł: Katyń - Ostatni świadek (The Last Witness)

Reżyseria: Piotr Szkopiak

Scenariusz: Paul Szamowski, Piotr Szkopiak

Zdjęcia: Edward Ames

Obsada: Alex Pettyfer, Talulah Riley, Robert Więckiwicz, Michael Gambon, Piotr Stramowski

Premiera: 6.04.2018 (Polska)





Facio w czerwonym 2


Ja nie wiem czy jest sens pisać o czym będzie Deadpool 2. Czemu? Po prostu trzeba iść i samemu się przekonać czy druga odsłona filmu o niezbyt, hmm, ułożonym superbohaterze będzie tak samo bawić jak pierwsza, ale żeby nie było... Wade Wilson (Ryan Reynolds) po przeżyciu niebezpiecznego wypadku chce zdobyć sławę jako hodowca buldogów francuskich. Jednak aby odzyskać pasję życia podróżuje po świecie mierząc się z Yakuzą, wojownikami ninja i dziwnym "facetem z metalu" poznając jednocześnie co znaczy rodzina, przyjaźń, a mówiąc szczerze, chce też zdobyć kubek "Najlepszego Kochanka Świata" 😉. Tak, wiem, opis jest kompletnie szalony dlatego marsz do kina!



Tytuł: Deadpool 2

Reżyseria: David Leitch

Scenariusz: Rhett Leitch, Paul Wernick

Zdjęcia: Jonathan Sela

Muzyka: Tyler Bates

Obsada: Ryan Reynolds, Josh Brolin, Morena Baccarin, T.J Miller

Premiera: 18.05.2018 (Polska)





Kim był Michał Waszyński


Książę i dybuk to film, który próbuje odpowiedzieć na pytanie dotyczące tożsamości Michała Waszyńskiego, reżysera filmów z Eugeniuszem Bodo, twórcy "Dybuka" oraz producenta filmów z Sophią Loren i Claudią Cardinale. Waszyński był postacią nietuzinkową, która wiele razy "tworzyła się od nowa". Ludzie, którzy się z nim zetknęli, zapamiętali go jako arystokratę, notorycznego kłamcę, homoseksualistę oraz męża włoskiej hrabiny. Która "kreacja" była prawdziwa? Czyżby wszystkie?




Tytuł: Książe i dybuk

Reżyseria: Elwira Niewiera, Piotr Rosołowski

Scenariusz: Elwira Niewiera, Piotr Rosołowski

Zdjęcia: Piotr Rosołowski

Premiera: 6.04.2018 (Polska)






Han nie solo


Nie jestem fanką "Gwiezdnych Wojen", ale mimo wszystko Han Solo jest dla mnie jeden i "odświeżanie" tej postaci trochę mi "nie ten, tego", ale nie oznacza to, że Han Solo: Gwiezdne Wojny - historie się nie uda. Premierę obraz będzie miał w Cannes co jest dość dużym wydarzeniem jak na produkcję czysto rozrywkową. Przejdźmy jednak do meritum. Wraz z młodym Hanem Solo (Alden Ehrenreich) podróżujemy przez galaktykę i poznajemy Chewbaccę (Joonas Suotamo), który zostaje drugim pilotem "Sokoła Millenium". W trakcie jednej z ich wspólnych eskapad Han zaprzyjaźnia się z hazardzistą Lando Calrissian'em (Donald Glover), a sama wyprawa ukształtuje jego kolejne poczynania i stworzy jednego z najważniejszych bohaterów sagi.


Tytuł: Han Solo: Gwiezdne wojny - historie (Solo: A Star Wars Story)

Reżyseria: Ron Howard

Scenariusz: Lawrence Kasdan, Jon Kasdan

Zdjęcia: Bradford Young

Muzyka: John Powell

Obsada: Alden Ehrenreich, Donald Glover, Emilia Clarke, Joonas Suotamo

Premiera: 25.05.2018 (Polska)




W poszukiwaniu siebie


John (Donald Sutherland) i Ella (Helen Mirren) to małżeństwo, które wyrusza w podróż do domu Ernest'a Hemingway'a na wybrzeżu USA. W ten sposób para chce nie tylko przeżyć przygodę, ale również uciec od nadopiekuńczych dzieci i lekarzy. John cierpi na Alzhaimera, a mająca raka Ellen chce wykorzystać wspólną podróż aby przypomnieć mężowi jakim kiedyś był człowiekiem. Przedstawiona historia oparta jest na książce Michael'a Zadoorian'a, a sam obraz zapowiada się pysznie chociażby dzięki parze Mirren-Sutherland.


Tytuł: Ella i John (The Leisure Seeker)

Reżyseria: Paolo Virzì

Scenariusz: Stephen Amidon, Francesca Archibugi, Paolo Virzì, Francesco Piccolo

Zdjęcia: Luca Bigazzi

Muzyka: Carlo Virzì

Obsada: Helen Mirren, Donald Sutherland, Joshua Mikel, Kirsty Mitchell

Premiera: 25.05.2018 (Polska)





Pozostałe premiery:



Źródło zdjęć: imdb.com, flipboard.com, youtube.com
Miłość na ekranie czyli co warto zobaczyć

Miłość na ekranie czyli co warto zobaczyć

Wiosna to, jak się zwykło mówić, czas zakochanych, okres gdy uczucia rozkwitają (niemal poetycko to zabrzmiało 😋). W związku z tym postanowiłam przygotować listę filmów o miłości. Nie jestem fanką komedii romantycznych ani romansów, ale jest kilka obrazów przy których nawet i ja uroniłam łzę 😉.

Love Story, 1970


Kultowy melodramat opowiadający historię Jennifer (Ali McGraw) i Olivier'a (Ryan O'Neal), którzy postanawiają być razem mimo, że rodzice bogatego chłopaka sprzeciwiają się temu związkowi. Dla Jennifer, Olivier postanawia porzucić dotychczasowe luksusowe życie i swoją rodzinę. Niestety ich szczęście nie trwa długo... Love Story w 1971 roku zdobyło 5 Złotych Globów i 1 Oskara za muzykę Francis'a Lai.



Dirty Dancing, 1987


No dobra, to nie jest typowy film miłosny, ale jest to jeden z moich ulubionych obrazów przede wszystkim dzięki Patrick'owi Swayze i fantastycznej muzyce. Baby (Jennifer Grey) wraz z rodzicami i siostrą przyjeżdża na wakacje do luksusowego ośrodka wypoczynkowego. Tu poznaje przystojnego instruktora tańca Johnny'ego (Patrick Swayze) i oczywiście zakochuje się w nim. Czy uczucie osób z dwóch różnych światów ma szanse przetrwać? Poza miłością na ekranie zobaczymy  wiele kultowych już scen tanecznych, a ja, z sentymentu, mogłabym oglądać Dirty Dancing na okrągło.



P.S. Kocham Cię (P.S. I Love You), 2007


Po śmierci męża Gerry'ego (Gerard Butler), Holly (Hilary Swank) zupełnie nie może się pozbierać. Gdy jednak niespodziewanie otrzymuje listy od zmarłego ukochanego jej życie zupełnie się zmienia. Film P.S. Kocham Cię powstał w oparciu o książkę o tym samym tytule autorstwa Cecelii Ahern i tu pojawia się zgrzyt, a mianowicie ci, którzy ją czytali twierdzą, że obraz to porażka (ja nie czytałam)... Ja jednak zaliczam ten film to jednych z moich ulubionych pozycji o miłości, a co!



Pamiętnik (The Notebook), 2004


Osobiście zaliczam Pamiętnik do klasyki gatunku mimo, że film jest dość "świeży". Historia miłości Noah (Ryan Gosling) i Allie (Rachel McAdams) to zawiła opowieść, o dwójce ludzi, których drogi schodziły się i rozchodziły przez lata. Autorem książki na podstawie, której powstał film jest mistrz romasnu czyli Nicolas Sparks (jego powieści były ekranizowane nie raz) i gwarantuje Wam, że każdy się wzruszy podczas seansu (ja za każdym razem 😉).



Słodki Listopad (Sweet November), 2001


Sara Denver (Charlize Theron) co miesiąc ma innego chłopaka i każdemu z nich pomaga poradzić sobie z różnymi problemami. Nie inaczej jest w przypadku nowojorskiego biznesmena Nelson'a (Keanu Reeves), który zostaje "Panem Listopadem" i niemal od razu razu zakochuje się w pięknej dziewczynie. Niestety zasady to zasady, a wspólny miesiąc w końcu minie. Gdy i Sara zaczyna coś czuć do mężczyzny, stara się przed tym bronić, bo ma swój powód... Czy Nelson postawi na swoim?  Być może Keanu Reeves nie do końca pasuje do roli amanta, ale tu wypadł na prawdę nieźle, a ja zawsze na Słodkim Listopadzie płaczę jak bóbr 😉.



Tajemnica Brokeback Mountain (Brokeback Mountain), 2005


Zdobywca 3 Oskarów i 4 Zlotych Globów to piękna historia o sile miłości. Ennis del Mar (Heath Ledger) oraz Jack Twist (Jake Gyllenhal) poznają się podczas poszukiwania pracy. Gdy wspólnie zostają wysłani na Brockbeck Mountain ich relacja staje się bardzo zażyła co na zawsze odmienia ich życie. Co stanie się z nimi gdy już opuszczą majestatyczną górę?... Tajemnica Brockbeck Mountain oparta jest na nagrodzonym Pulizterem opowiadaniu Annie Proulx, z doskonałymi kreacjami Heath'a Ledger'a i Jake'a Gyllenhal'a. Zdecydowanie warto!



Casablanca, 1942


Jeśli ktoś nie oglądał Casablanci to radzę nadrobić, a jeśli ktoś widział to warto sprawdzić czy magia starego kina nadal działa. Rok 1941, trwa II Wojna Światowa. Rick Blaine (Humphrey Bogart) prowadzi popularny wśród Amerykanów bar w Casablance. Pewnego dnia, niespodziewania jego była kochanka Ilsa (Ingrif Bergman) zjawia się w u niego wraz z nowym ukochanym, czeskim przywódcą ruchu oporu Laszlo (Paul Heinred), prosząc o pomoc. Rick staje przed bardzo trudną decyzją... Casablanca początkowo nie spotkała się z przychylnością widzów i dopiero po historycznym spotkaniu prezydenta USA i premiera Wielkiej Brytanii właśnie w Casablance, gdy nazwa miasta stała się popularna, film wszedł do ponownej dystrybucji zdobywając przy tym 3 Oskary.



Miłość (Amour), 2012


Michael Haneke to twórca wyjątkowy, którego filmy nie wszystkim muszą się podobać, ale to jego Miłość z 2012 roku zdobyła Złota Palmę w Cannes oraz Oscara (co ciekawe film był nominowany w kategorii filmów nieanglojęzycznych oraz w głównej kategorii "Najlepszy Film"). Obraz twórcy "Białej wstążki" to wzruszająca historia małżeństwa z 50-letnim stażem, którego miłość zostaje wystawiona na próbę gdy jedno z nich podupada na zdrowiu. Cudowne role Jean-Louis'a Trintignant i Emmanuelle Riva.



To właśnie miłość (Love Actually), 2003


Ten film zna pewnie każdy. Ja  oglądam go jedynie w okresie przedświątecznym, bo inaczej nie ma tego klimatu. W dużym uproszczeniu, To właśnie miłość opowiada o "różnych miłościach" w zabawny i ujmujący sposób, wzruszając i rozśmieszając jednocześnie. Na ekranie cała plejada brytyjskich (i nie tylko) gwiazd począwszy od Hugh Grant'a, przez Emmę Thompson a na Alan'ie Rickman'ie kończąc.



Przeminęło z wiatrem (Gone with the Wind), 1939


Ten klasyk klasyków to nie tylko historia trudnej i skomplikowanej miłości, ale też kawałek historii USA. Scarlet O'Hara (Vivienne Leigh), bogata i rozpieszczona mieszkanka Południa wikła się w romans z niepokornym Rhett'em Butler'em (Clark Gable). Niestety na drodze obojga staje wojna, która zmienia wszystko w życiu beztroskiej Scarlett. Ekranizacja powieści Margaret Mitchell to czterogodzinna epopeja, pełna przepychu i patosu narracyjnego jednak jest to zdecydowanie arcydzieło, które zachwyca do dziś, a film ma przecież prawie 80 lat.



Zakochany bez pamięci (Eternal Sunshine of the Spotless Mind), 2004


Joel (Jim Carrey) odkrywa, że jego była dziewczyna Clementine (Kate Winslet) poddała się zabiegowi, który wymazał  wszystkie jej wspomnienia z nim związane. Poirytowany tym mężczyzna postanawia poddać się tej samej operacji, jednak w trakcie jej trwania dochodzi do wniosku, że wcale nie chce zapomnieć o byłej ukochanej... Zakochany bez pamięci to nie jest typowa historia o miłości to również film mówiący o przeznaczeniu i relacjach między dwiema osobami. Sama historia jest intrygująca, ale czegóż innego można się spodziewać po autorze scenariusza Charlie'm Kaufaman'ie odpowiedzialnym również za "Adaptacje" i "Być jak John Malovich"?



Miłość to jeden z najbardziej ogranych i przerabianych na wszystkie strony tematów filmowych. Produkcji z romansem w tle jest mnóstwo, ale tylko niektóre zapadają w pamięć na dłużej i chwytają za serce tak jak te powyższe.

P.S. CO JESZCZE WARTO ZOBACZYĆ?

⏩ Tamte dni, tamte noce (Call Me By Your Name), 2017

⏩ Kiedy mężczyzna kocha kobietę (When a Man Loves a Woman), 1994

⏩ Szkoła uczuć (A Walk to Remember), 2002

⏩ Titanic, 1997

⏩ Miasto Aniołów (City of Angels), 1998

⏩ Kiedy Harry poznał Sally (When Harry Met Sally), 1989



Źródło zdjęć: imdb.com
Ciche miejsce (2018): Ciiiii....

Ciche miejsce (2018): Ciiiii....

Żeby mnie wystraszyć w kinie trzeba się nieźle nagimnastykować, ba, żeby mnie zainteresować "srasznym filmem" trzeba jeszcze więcej. W horrorach było już wszystko - zombie, szaleni mordercy, apokalipsy, duchy. Czy zatem można tak przedstawić przerażającą historię żeby nie powielać schematów i stworzyć coś nowego?

Evelyn (Emily Blunt) i Lee (John Krasinski) oraz ich trójka dzieci żyją w kompletnej ciszy. Cała ich egzystencja skupiona jest na funkcjonowaniu bez jakichkolwiek dźwięków. Nie mogą zatem normalnie rozmawiać, a wykonując jakikolwiek ruch muszą się bardzo pilnować. Każdy, nawet najmniejszy szelest to dla nich olbrzymie niebezpieczeństwo, bo tajemnicze, reagujące na dźwięk istoty w każdej chwili mogą ich dopaść.


Na Ciche miejsce czekałam od momentu kiedy tylko się o tym filmie dowiedziałam, a apetyt wzrósł po pojawieniu się pierwszego trailera. Bezsprzecznie zaintrygował mnie wątek główny czyli cisza, w której muszą żyć bohaterowie. Ta cisza przenika, więc każdą scenę produkcji, ale brak dźwięków nie powoduje, że film jest nudny, wręcz odwrotnie. Kiedy już dowiadujemy się co grozi bohaterom gdy niechcący coś potrącą to sami siedzimy jak na szpilkach. Czyhające na postacie zagrożenie powoduje ciarki na plecach i spięcie całego ciała. W tym napięciu obserwujemy rodzinę, niemal sami zważając na to, aby się nie poruszyć, bo przecież mogłoby to im zagrozić. Krasinski-reżyser doskonale poprowadził narrację opowieści, tworząc atmosferę, która udziela się oglądającym.

Krasinskiemu, który nota bene ponoć nie lubi filmów grozy, udało się coś, czego dawno już w kinie nie widziałam. Ze standardowej historii o postapokaliptycznym świecie zrobił film, który wbrew pozorom nie powiela schematów. To nie jest produkcja pt. "zabili go i uciekł", nie ma tu hektolitrów krwi a bohaterowie nie są grupą nastolatków podczas wypadu do domku w leśnej głuszy. Ciche miejsce to też nie tylko historia o przetrwaniu w trudnych warunkach, ale również o relacjach rodzinnych i o tym co są w stanie zrobić rodzice aby chronić swoje dzieci, a dzieci aby pomóc rodzicom.


Gęsta atmosfera, która towarzyszy widzowi w każdej sekundzie filmu to na pewno wynik świetnie poprowadzonej kamery i kompozycji każdego kadru. Ujęcia są doskonale wyważone, kiedy musimy zauważyć jakichś szczegół, kamera nas na niego naprowadza. Niektórzy mogą uznać to za zarzut, bo w końcu nie mamy się czego domyślać, ale i na to Krasinski ma sposób. Informacji o tym co się działo z rodziną wcześniej lub czym zajmowali się rodzice nie otrzymujemy. Nie wiemy też nic o dźwiękoczułych potworach, dostajemy tylko kilka faktów na ich temat, a resztę musimy (możemy) sobie dopowiedzieć. To bardzo fajny zabieg, bo wzmaga w widzu zainteresowanie i powoduje wzrost skupenia podczas każdej sceny.

Ciche miejsce jest sporym aktorskim wyzwaniem. W końcu przez większość filmu bohaterowie nie porozumiewają się ze sobą za pomocą słów, jednak zarówno Emily Blunt jak i John Krasinki świetnie umieli przekazać targające ich postaciami emocje co odczuwało się siędząc w kinie. Równie dobrze zaprezentowali się młodzi aktorzy, a w szczególności Millicent Simmonds, która w rzeczywistości jest głuchoniema. Grana przez nią Regan również nie słyszy, więc musi dwa razy bardziej uważać, ponieważ nie jest w stanie zareagować na zbliżające się zagrożenie. Młoda aktorka świetnie odnalazła się w roli trochę buntowniczej nastolatki, zmagającej się nie tylko z głuchotą,ale również z poczuciem winy, które rzutuje na jej relacjach z rodziną (wiem, brzmi trochę enigmatycznie, ale nie chce zdradzić zbyt wielu szczegółów 😉).


Powiem szczerze, że podczas senasu byłam tak zaangażowana w fabułę filmu, ze nie zauważyłam niemal żadnych błędów lub minusów obrazu. Może i były jakieś niedociągnięcia lub uproszczenia, ale tak nieznaczne, że zupełnie nie wpłynęło to na moją ocene filmu. A jaka to ocena? Póki co Ciche miejsce to nie tylko najlepszy "straszak" jaki miałam przyjemność oglądać od dłuższego czasu, ale również jeden z lepszych filmów tego roku! Tak jak wspominałam wczesniej, temat "alienów" może nie jest jakiś odkrywczy, ale sposób prowadzenia narracji, dojrzałość realizacyjna, a przede wszystkim odczucia, które ta produkcja wywołuje, powodują, że w swoim gatunku film jest czymś zupełnie świeżym. Jeśli zatem lubicie się bać i podskakiwać w fotelu to koniecznie musicie zobaczyć Ciche miejsce.





Tytuł: Ciche miejsce (A Quiet Place)

Reżyseria: John Krasinski

Scenariusz: John Krasinski, Scott Beck, Bryan Woods

Zdjęcia: Charlotte Bruus Christensen

Muzyka: Marco Beltrami

Obsada: Emily Blunt, John Krasinski, Noah Jupe, Millicent Simmonds, Cade Woodward

Premiera: 13.04.2018 (Polska)





Źródło zdjęć: imdb.com
Player One (2018): Powrót do przeszłości

Player One (2018): Powrót do przeszłości

Steven Spielberg to taki reżyser, który w swojej karierze zrobił niemal każdy rodzaj filmu. Stworzył produkcje wojenne, sci-fi, thrillery, historyczne czy przygodowe. Wśród tak wielu obrazów chyba każdy znajdzie taki, który umieści na liście swoich ulubionych. Teraz reżyser powraca do kin z blockbusterem "Player One".

Życie na świecie w 2045 roku nie jest różowe. Większość ludzi szuka odskoczni od ponurej rzeczywistości zakładając gogle i przenosząc się do OASIS - wirtualnego świata stworzonego przez geniusza James'a Halliday'a (Mark Rylance). Każda z osób wkraczając do tego uniwersum może stać się tym, kim tylko chce i spełniać swoje najskrytsze marzenia. Pod koniec swojego życia ekscentryczny twórca OASIS postanawia zorganizować trzyetapowy konkurs, którego nagrodą będzie przejęcie po nim schedy i "zarządzanie" OASIS. Wyzwanie podejmuje Wade Watts (Tye Sheridan) i jego przyjaciele czyli "Wielka Piątka", którzy w trakcie rozwiązywania zagadek i niebezpiecznych zadań odnajdą coś więcej niż tylko ukryte "easter-egg".


Każdy nowy film Steven'a Spielberg'a powoduje u mnie swego rodzaju podekscytowanie. W końcu to on, twórca "E.T.", "Szczęk", "Szeregowca Ryana" czy "Listy Schindlera" i wielu innych. Ledwo co w Polsce premierę miała biograficzno-historyczna "Czwarta władza", a już reżyser serwuje nam kolejną produkcję i to z zupełnie innej półki czyli akcyjny sci-fi Player One. Oj tak, Spielberg potrafi zaskoczyć różnorodnością tematów i rodzajów filmu, a ze swoim najnowszym dziełem powraca jakby do korzeni i do epoki, która go stworzyła.

Player One to film hołd, hołd dla popkultury XX wieku oraz dla każdego nerda i dzieciaka, który potrafił spędzać godziny w wirtualnych rzeczywistościach gier. Oglądając to, co zaserwował nam gigant kina co chwile się uśmiechałam, bo jak inaczej zareagować na DeLoerana'a, T-Rex'a czy Laleczkę Chucky? Spielberg bardzo umiejętnie uderza tu w pewnego rodzaju nostalgiczne tony, bo mimo, że akcja jest wartka to wyłapywanie tych kultowych smaczków jest najlepszą zabawą, a łezka niemal sama się w oku kręci. Czy jednak reżyser stworzył film jedynie dla fanów gier i popkultury ubiegłego wieku? Nie, nawet jeśli nie jesteś geekiem znajdziesz w filmie coś dla siebie i całe szczęście, bo pomimo tego, że potencjalnym targetem twórcą są 30, 40-latkowie to przecież Player One jest filmem dla młodego widza, który z wirtualnymi światami i siecią jako taką wychowywał się od początku.


Co tu dużo mówić, wizualnie Player One jest dopracowany w każdym calu, przede wszystkim jeśli chodzi o uniwersum OASIS. Może nie ma tu nic odkrywczego ani nowatorskiego, ale oczy chłoną wszystko co się widzi - jest kolorowo, bajkowo i fantazyjnie, a do tego wspomniane wcześniej "elementy przeszłości" i to nie tylko z produkcji Spielberg'a. Na mnie duże wrażenie zrobiła sekwencja z mojego ulubionego horroru czyli "Lśnienia", niemal w 100% zgodna z oryginałem. Widać, że do każdego szczegółu animacji bardzo mocno się przyłożono.

Jednak poza wspaniałą warstwą wizualną jest jeszcze warstwa fabularna. Scenariusz opiera się na popularnej książce dla młodzieży autorstwa Ernest'a Cline'a i został przez niego współtworzony. Ponieważ powieści nie czytałam to zastanawiam się jak mocno treść filmu z nią współgra. Oczywiście nie spodziewałam się produkcji artystycznej ani przesadnie głębokiej, ale niestety, mimo całej mojej miłości do Spielberg'a, muszę powiedzieć, że fabularnie film kuleje. Cala historia jest wręcz infantylna, bohaterowie rozwiązują zadania bez problemów, niebezpieczeństwa wcale nie wydają się niebezpieczne, a wątek miłosny jest jakby wepchnięty na siłę. Oglądając Player One nie czułam ani specjalnego napięcia ani potrzeby kibicowania bohaterom, ba, nawet czarny charakter (swoją drogą świetny Ben Mendelsohn) nie był wystarczająco "czarny". Pointa filmu również jest banalna chociaż oczywiście jak najbardziej trafna i standardowo "patosowa" jak na amerykański obraz przystało. Niby wszystko się zgadza, ale czegoś mi jednak brakowało.


Spielberg zrobił film dla "funu", zapewne zarówno swojego jak i rzeszy widzów pamiętających jego początki oraz czasy, w których tworzył swoje przełomowe filmy. Niestety, Player One już taki przełomowy nie jest. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zły film. Spełnia swoja funkcję - stanowi rozrywkę na najwyższym poziomie. Jednak od takiego twórcy jakim jest Spielberg spodziewałam się czegoś więcej. Stąd trudno mi w pełni ocenić tę produkcję, bo z jednej strony bawiłam się przednio poszukując wszystkich "easter-eggów" i nawiązań do mojego dzieciństwa, z drugiej brakowało mi czegoś, co by mnie mocniej zaangażowało w historię. Najlepiej jednak sami idźcie do kina i zanurzcie się w świat wykreowany przez Steven'a Spielberg'a, bo Player One to produkcja, której na pewno nie można przegapić.




Tytuł: Player One (Ready Player One)

Reżyseria: Steven Spielberg

Scenariusz: Zak Penn, Ernest Cline

Zdjęcia: Janusz Kamiński

Muzyka: Alan Silvestri

Obsada: Tye Sheridan, Olivia Cooke, Mark Rylance, Ben Mendelhson

Premiera: 6.04.2018 (Polska)





Źródło zdjęć: imdb.com
Copyright © 2014 O FILMACH, BO LUBIĘ... , Blogger